Emilia Smechowski

Emilia Smechowski
Emilia Smechowski – dziennikarka, felietonistka i autorka książki „Wir Strebermigranten”

Info

Emigracja wstydu i szeptu – tak określić można atmosferę towarzyszącą imigrantom z Polski, przybywającym w latach 80-tych ubiegłego wieku do Niemiec. Ciągła obawa przed zdemaskowaniem prawdziwego pochodzenia towarzyszyła także Emilii Smechowski, która w 1988 roku, jako pięciolatka, wyemigrowała z rodzicami do Berlina Zachodniego. Jej książka „Wir Strebermigranten” to nie tyle historia rodzinna, co opis kolektywnego doświadczenia polskich migrantów końcowej fazy komunizmu, którzy w nowej ojczyźnie postanowili dowieść, że zasługują na lepsze życie. Nawet, jeśli ceną za to miało być wyzbycie się własnych korzeni.

Położenie w atlasie miejsc pamięci

„Emilia Smechowski to prawdziwa Polka – odnosząca sukcesy, ale niewidoczna” – tak o autorce książki „Wir Strebermigranten”, dziennikarce i felietonistce, pisze Simone Schmollack z Deutschlandfunk[1]. Samej Smechowski definiowanie swojej tożsamości już tak łatwo nie przychodzi. Autorka wprost przyznaje, że najbardziej nie lubi pytania o to, czy czuje się bardziej Polką, czy Niemką. „To tak, jakby trzeba było się na coś zdecydować“ – odpowiada.[2] 

W paszporcie Emilii Elisabeth Smechowski jako miejsce urodzenia widnieje dzisiaj Neustadt in Westpreußen, niemiecka nazwa Wejherowa, gdzie Emilka Elżbieta Śmiechowska (nazwisko przed zniemczeniem) przyszła w 1983 roku na świat. Pierwsze pięć lat dzieciństwa mija jej beztrosko – wśród wspomnień z tamtych czasów pojawiają się rodzinne spotkania i typowe dla wieku zabawy w piaskownicy czy na zardzewiałym podwórkowym trzepaku. Cezurę w biografii stanowi czerwiec 1988 roku, kiedy rodzice Emilii podejmują decyzję o wyjeździe na Zachód – na zawsze, w tajemnicy, bez pożegnania z najbliższymi i przyjaciółmi. „Polnischer Abgang“ jak powiedzieliby Niemcy.

W Berlinie Zachodnim rodzina trafia najpierw do schroniska dla uchodźców w Berlinie Neukölln. Dwa lata później, jako potomkowie dziadka, który w czasie drugiej wojny światowej podpisał volkslistę, otrzymuje status niemieckich Aussiedlerów i zaczyna nowe życie, szybko pnąc się po drabinie dobrobytu i społecznej hierarchii: „Moi rodzice pracowali jako lekarze, wybudowaliśmy dom z ogrodem. Jeździliśmy najpierw mazdą, potem bmw i chryslerem, później już tylko limuzynami audi.“[3] Choć zmieniają się warunki życia, niezmienna pozostaje obecna od początku przyjazdu do Niemiec presja wywierana przez rodziców na dzieci. Nauka łaciny i starogreckiego, lekcje baletu i gry na pianinie – to wszystko ma zapewnić Emilii i jej siostrom jak najlepszy start. Dobre wyniki w nauce to jednak za mało. Córki mają przynosić ze szkoły wyłącznie najlepsze oceny. Dwa błędy w dyktandzie z niemieckiego są powodem do wstydu, podobnie jak posługiwanie się na ulicy językiem polskim. W rezultacie, dopóki znajomość języka niemieckiego nie jest wystarczająco dobra, poza domem rodzina stara się nie odzywać do siebie wcale.

W krótkim czasie rodzina Smechowskich staje się modelowym przykładem nie tyle udanej integracji, co pełnej asymilacji. „Jesteśmy ziszczeniem fantazji prawicowo-konserwatywnego polityka, według którego imigranci muszą się dostosować do nowego społeczeństwa, ono samo jednak pozostaje niezmienne“[4] – oceni później Emilia Smechowski w swojej książce. Doświadczenie emigracyjne i konieczność wtopienia się w niemieckie środowisko wywołają z czasem u autorki kryzys tożsamościowy. Zanim jednak do tego dojdzie, Smechowska dość burzliwie przejdzie okres młodzieńczego buntu. Jako szesnastolatka postanawia wyprowadzić się z domu, chce zostać śpiewaczką. Marzenia nie są bez podstawne: Emilia śpiewa partie solowe w kościelnym chórze, prowadzi w szkole grupę przygotowującą musical, bierze lekcje śpiewu. Rodziców, marzących o świetlanej przyszłości dla córki, to jednak nie przekonuje. Nastolatce pozostaje więc wyprowadzka i rozpoczęcie życia na własny rachunek. Wiele lat później Emilia Smechowski dojdzie do wniosku, że ten akt był nie tyle rebelią nastolatki, co brakiem zgody na kontynuację dotychczasowego sposobu życia jej rodziny.

Po maturze Emilia studiuje śpiew operowy oraz romanistykę w Berlinie i Rzymie. Utrzymuje się z różnych prac dorywczych. Ostatecznie zajmuje się dziennikarstwem, pisze m.in. dla „die taz“, „die Zeit“, „Geo“ czy „Süddeutsche Zeitung“. Motyw emigracji przewija się w jej tekstach nader często. Za swój esej o niewidocznych w Niemczech Polakach zatytułowany „Ich bin wer, den du nicht siehst“[5] („Jestem tym, kogo nie widzisz“) otrzymuje w 2016 roku Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską Tadeusza Mazowieckiego, Niemiecką Nagrodę Reporterów oraz Nagrodę Dziennikarską im. Konrada Dudena.

 

[3] E. Smechowski, Wir Strebermigranten, Hanser Berlin 20017, s. 11. Wszystkie fragmenty książki w tłumaczeniu Moniki Stefanek

[4] Wir Strebermigranten..., s. 11

[5] www.taz.de/!868119/ (dostęp: 02.03.2018)

Odkrycie i akceptacja polskiej tożsamości zajęły Smechowski sporo czasu. Autorka przyznaje, że jako młoda dziewczyna czuła się Niemką. Wszystko co polskie zostało w jej rodzinie wyparte ze świadomości. Z czasem zaczyna jednak dostrzegać odnoszące sukcesy osoby polskiego pochodzenia. Jako pierwsi w jej świadomości pojawiają się słynni piłkarze Miroslav Klose i Lukas Podolski. Na studiach poznaje zaś innych Polaków o identycznej co jej przeszłości. Dociera do niej, że jej emigracyjne doświadczenie jest biografią zwielokrotnioną, właściwą dla dziesiątek tysięcy osób, które na przełomie lat 80-tych i 90-tych przybyły z Polski do Niemiec jako dzieci. „Ledwie wyszłam z ukrycia, zaczęłam widzieć Polaków wszędzie. Prawie każdy człowiek w Niemczech zdawał się nagle mieć polskich przodków. Nawet kanclerz Niemiec.“[6] 

Pierwsze momenty, w których Smechowski zaczyna dostrzegać – jeszcze nie do końca świadomie – problem braku widoczności Polaków, mają miejsce znacznie wcześniej. Już w szkole podstawowej zauważa, że inni obcokrajowcy są znacznie bardziej widoczni. „Nie tylko dlatego, że inaczej wyglądali. Ale także, ponieważ zachowali część tego, czym była dla nich ojczyzna. (…) Chorwackie matki chwaliły się swoimi domami letniskowymi nad Adriatykiem. Tureckie matki łuskały wspólnie pestki słonecznika, na szkolny festyn przynosiły zrobiony przez siebie börek. Mojej mamie nigdy w życiu nie przyszłoby do głowy ugotować bigos. Piekła za to quiche.”[7]

Gdy Smechowski rozpoczyna pracę jako dziennikarka, zwraca uwagę z jaką pewnością siebie o swoim pochodzeniu mówią jej koleżanki i koledzy, którzy wyemigrowali jako dzieci np. z Turcji. Niektórzy nawet urodzili się w Niemczech, a mimo to przyznawanie się do swojego pochodzenia i pielęgnowanie rodzimych tradycji przychodzi im nad wyraz naturalnie. Przełomowym momentem dla odkrywania własnej tożsamości staje się dla dziennikarki czas oczekiwania na dziecko. To wtedy Emilia Smechowski postanawia wrócić do języka polskiego. Zdaje sobie sprawę, że jeśli nie będzie posługiwać się w rozmowach z córką tym językiem, w kolejnym pokoleniu imigrancka historia jej rodziny zaniknie na zawsze. Podejmuje więc próbę częściowej „deasymilacji” – jak sama to określa. Nie chodzi w tym jednak o sztuczne wyzbycie się niemieckich doświadczeń i stanie się na powrót Polką, co o zaprzestanie ukrywania części swojej pierwotnej osobowości.

Dyskusja nad integracją, którą podejmuje Smechowski w swojej książce, nie dotyczy wyłącznie zamkniętego okresu emigracji Polaków do Niemiec lat 80-tych i 90-tych. Problem asymilacji z jednej, i „widoczności” obcokrajowców z drugiej strony, jest nadal aktualny – tym razem w kontekście kryzysu uchodźczego. „Trwało to kilka dziesięcioleci, zanim nowa rzeczywistość przebiła się do świadomości: Niemcy są krajem imigracyjnym. Istnieją nawet politycy, którzy chcą wpisać „integrację” jako cel państwowy do konstytucji Niemiec, tak jak zrobili to w 1994 roku z ochroną środowiska i 2002 roku z ochroną zwierząt.”[8]

Integracja, jak zauważa autorka, to jednak nie tylko sprawa państwowa, ale także prywatna. Mimo najwyższej w historii liczby migrantów zamieszkujących Niemcy, wynoszącej w 2017 roku według Centralnego Rejestru Obcokrajowców ponad 10 mln osób[9], wciąż obowiązuje ten sam paradygmat: dobry obcokrajowiec jest niewidoczny. „Jeśli jest widoczny, to najczęściej traktuje się go jako problem. Etniczna różnorodność wciąż wydaje się być symbolem nieudanej integracji” – konstatuje Smechowski[10] i przyznaje, że winę za ten stan rzeczy ponoszą także sami migranci z Polski, z których wielu wciąż za wszelką cenę stara się ukryć swoje prawdziwe pochodzenie.

 

Monika Stefanek

 

 

Emilia Smechowski, Wir Strebermigranten

Wydawnictwo Hanser Berlin 2017

ISBN 978-3-446-25683-5

 

 

[6] Wir Strebermigranten…, s. 191

[7] Tamże, s. 98

[8] Wir Strebermigranten…, s. 97

[10] Wir Strebermigranten…, s. 98

udział